To było dokładnie 4 lata temu – w marcu 2014 – pierwsza wspólna wyprawa dreptankowej ekipy. Zaczynaliśmy wtedy od czterech wielkich stóp, ośmiu mniejszych i dwóch malutkich, dyndających metr na ziemią.

Cztery lata później, u progu wiosny roku Pańskiego 2018, postanowiliśmy powtórzyć tamten spacer, tym razem w dwukrotnie większym gronie. Cel: podkrakowskie dolinki.


Trasa: Dolina Kobylańska — Będkowice — Dolina Będkowska
Długość trasy: ok. 7,9 km
Start i Meta: Parking Leśny Dolina Kobylańska | https://goo.gl/maps/5fV1tTRcZrp
Dostępność dla wózków: Tylko odcinek przez Dolinę Będkowską


Marcowa wyprawa miała odbyć się pod prostym hasłem: Będkowska! Jednak dla nas to zdecydowanie za mało, bo dolinka Będkowska jest najbardziej luksusową ze wszystkich podkrakowskich dolin — takie oszukane Morskie Oko. Podjeżdża się wygodnie autkiem pod samo wejście (są i tacy, co zwiedzają zza okien samochodu, ale tę opcję polecamy najmniej 😉 ), wyciąga wózek na dziecko / kota / męża (ewentualnie nieco bardziej zaawansowane akcesoria, jak rower, rolki, biegówka) i HAJDA! Wędrujemy dwa kilometry gładkim asfaltem pośród skałek. Może i fajnie, może i przyjemnie, ale my chcemy Was poprowadzić nieco dłuższą i zdecydowanie ciekawszą trasą, która zaczyna się na parkingu w Kobylanach.

podkrakowskie dolinki
Parking Leśny przy Dolinie Kobylańskiej

Parkingu w Kobylanach nie sposób nie znaleźć… No dobra, można… nawet jak się ma dokładnie podane koordynaty (Rafale, pozdrawiamy!), ale do tego trzeba mieć specjalne zdolności, więc zakładamy, że Wam się mimo wszystko uda 😉
Miejscówka całkiem przyjemna” są wiaty, jest miejsce na ognisko i spora przestrzeń dla samochodów. Ale przede wszystkim jest PLAC ZABAW!

Pewnie zastanawiacie się, kto by tam marnował czas na przyparkingowy plac zabaw, kiedy tuż obok zaczyna się ścieżka wiodąca ku przygodzie? No więc bywa, że jak się jest pierwszym punktualnym w miejscu zbiórki i trzeba trochę poczekać na tych nieco mniej punktualnych, to taki wybieg dla dzieci z kilkoma drabinkami działa jak czasozmieniacz i zdecydowanie skraca czas oczekiwania.

Jak już wszyscy na miejscu (poza tymi, którzy wciąż próbują rozgryźć kwestię koordynatów), pora ruszać na szlak Doliną Kobylańską (przeklinając w myślach ów plac zabaw i starając się zwlec z drabinek przyczepione do nich dzieci, które odczepić się nie chcą).

Ale do rzeczy. Do dolinki wchodzimy wprost z parkingu w las – drogą, która wiedzie wciąż w dół i w dół. W naszym przypadku początek był wyjątkowo udany – dzieciaki dobrały się w grupy wiekowe i (poza kilkoma indywidualistami) pobiegły prosto w dół, nie czekając na dorosłych. Jeśli zależy Wam, żeby po pięciu minutach wyprawy nie wracać się awaryjnie do auta w celu zmiany ubrań lub porzucenia brudnych dzieci z dala od ludzkich oczu, to musicie być ostrożni, bo przy samym końcu drogi u wrót Doliny, wejście może zamienić się w błotny zjazd (dosłownie!)

Błotny zjazd | Dolinka Kobylańska

Zgodnie ustaliliśmy, że kalosze to najlepsze i jedyne słuszne obuwie tego dnia (początek marca, pierwsze słoneczne i ciepłe dni po ostatnich mrozach i śniegach). Jeśli myślicie, że najgorsze już było, to nie, nie było. Później było już tylko gorzej. Im dalej w las, tym więcej… BŁOTA. Ale, ale, nie uprzedzajmy wydarzeń.

Wejście do Doliny Kobylańskiej wita nas rozległą łąką i widokiem na charakterystyczne wapienne skałki o bardzo wdzięcznych nazwach, takich jak Żabi Koń, Mnich oraz Okręt. Tu możecie odpocząć, zrobić mały popas dla dzieci, pokontemplować widoki, tudzież pogapić się na wysportowanych wspinaczy, których jest tam „jak mrówków”.

Oczywiście, ci co bardziej odważni chcą TERAZ-ZARAZ-NATYCHMIAST wspinać się po skałach w górę. Radzimy więc już na wstępie przeprowadzić pogadankę edukacyjną, że wspinaczka to sztuka wymagająca odpowiednich przygotowań i sprzętu, a sześciolatek w kaloszach NIE JEST synonimem przygotowanego alpinisty ze specjalnym oprzyrządowaniem.
Ewentualnie, jeśli macie odpowiednią ilość monet na koncie, możecie pokusić się o obietnicę oddzielnej wyprawy na ściankę wspinaczkową kiedyś tam. Powinno na chwilę podziałać i zapewnić Wam możliwość kontynuowania wyprawy.

Póki co, na otarcie łez przyszłych ikon polskiego himalaizmu pozostają dłuuuuugie schody wykute w ścianie wąwozu. Z dołu nie widać, dokąd prowadzą, więc dziecięca wyobraźnia może puścić swoje wodze i pogalopować hen!

Schody ku niewiadomemu | Dolinka Kobylańska

Ostatecznie, znajdującą się w grocie skalnej kapliczkę Matki Boskiej część dzieci przyjęła z nabożną czcią:

Oooooch, od razu poczułem przypływ sił!

a część z rozczarowaniem:

Maryjaaa, szkodaaa, myślałem, że spotkamy niedźwiedzia…

Przy okazji mała rada: skorzystajcie z ostatnich na tej trasie ławek i stolików – później możecie jedynie zrobić sobie piknik w błocie. Co, kto lubi ;).
Po tym postoju zaczyna się prawdziwa PRZYGODA, znaczona szlakiem żółtym. Droga przez Dolinę Kobylańską meandruje wśród łąk, skał i w lesie. Nieustannie towarzyszy jej potok, który raz po raz, ku uciesze najmłodszych, staje się malowniczą przeszkodą do pokonania.

Podstawowy sprzęt na wędrówkach – KALOSZE | Dolinka Kobylańska

Od głównego szlaku co rusz odchodzą w bok wąskie ścieżki. Ich eksploracja zdecydowanie wydłuża wyprawę, ale warto! W końcu, jak przygoda, to przygoda! Nam w ten sposób udało się zdobyć szczyt jednej z niższych skałek i prawie udało się zgubić jedno z dzieci. Niestety, nawet nie zdążyliśmy się specjalnie mocno naszukać, a znalazło się samo. Możemy więc stwierdzić, że ograniczona szerokość dolinki i skałki, które potęgują echo nawoływań, tworzą bezpieczny teren nawet dla tych, którzy lubią chodzić własnymi ścieżkami – smycze dla dzieci możecie więc śmiało zostawić w domu. Jeśli jednak planowaliście z premedytacją zgubić dziecko, musicie rozważyć inną trasę – w Kobylańskiej to nie będzie takie proste.

My, wspinacze i Wielkie Błota | Dolinka Kobylańska

Im dalej w dolinę, tym bardziej błotnista ścieżka. Ci najmniejsi mają już błoto po kolana. Ale jak pamiętacie, idziemy ciągle w okolicy strumienia, który idealnie spełnia rolę chusteczek nawilżanych w wersji hard – można opłukać nie tylko zabłocone ręce i twarz, ale też buty, które niechcący zostały w błotnistym kleju. A żeby wyciągnąć buty wraz z utkniętym w błocie właścicielem, trzeba użyć specjalnych technik ratunkowych.

Akcja ratunkowa – wyciąganie z błota | Dolinka Kobylańska

Jeśli zechcecie zaryzykować i oderwać na chwilę wzrok od błota, zobaczycie dookoła skały i krążące nad nimi drapieżne ptaki. W końcu, w pięknych okolicznościach przyrody dochodzimy do miejsca, w którym niebieski szlak odbija w prawo i wiedzie dalej w las. My jednak podążamy za znakami żółtymi głównym traktem i… UWAGA! W tym momencie na dobre żegnamy się z błotem! Serio 🙂
Trasa malowniczo podchodzi w górę i prowadzi nas do pierwszych zabudowań wsi Będkowice.
W tym miejscu większość dzieci zaczyna odczuwać nadchodzącą zmianę i zaczyna się nieśmiertelne:

Daleko jeszcze?!

Bolą mnie nogi!

Mamooo, chce mi się jeść!

Na szczęście droga jest krótka i wyprowadza nas dokładnie na mały ryneczek obok remizy: https://goo.gl/maps/WwaYDvWirzu

Jest tutaj też sklepik, toi toi oraz wykwintna miejscówka siedząca na przystanku, gdzie mamy zwyczaj rozłożyć się z obozowiskiem i oddać się zasłużonej konsumpcji. Optymiści będą przekonani, że to już koniec wycieczki i z radością będą wypatrywać waszego samochodu z głębokim przekonaniem, że to jest dokładnie to samo miejsce, z którego wyszliście. Radzimy poczekać z ujawnieniem prawdy do momentu, aż cały wasz wikt zniknie z plecaków, a małe nogi poczują przypływ energii (co objawi się tym, że zwolnią się miejsca siedzące na przystanku). Prawda jest taka, że to dopiero połowa trasy… Jej kolejny etap to Dolina Będkowska, do której idziemy wzdłuż drogowskazów (czyli wracamy na drogę, którą przyszliśmy, i idziemy dalej wzdłuż głównej drogi).

Żółty szlak do Będkowskiej

Po około 500 m szosa zakręca, a my wchodzimy szutrową alejką w lewo, między zabudowaniami. Szukajcie uważnie szlaku, bo łatwo ten skręt przeoczyć!
Alejka w wąwozie prowadzi nas w dół znów do lasu, znów po błocie, znów malowniczo i znów wśród skał wprost do serca Doliny Będkowskiej.Po prawej stronie mijamy potężną skałę… Uf… kto wie, co by się mogło stać, gdyby nasze dzielne dzieci (i panowie) w porę jej nie podtrzymali! 😉

Skała | Dolinka Będkowska

Tuż za potokiem Będkówka (który przekraczamy suchą stopą po betonowym mostku), kończy się przygoda, a zaczyna cywilizacja.

Po dojściu do asfaltu, skręcacie w lewo* i od tej pory skupiacie się nie na przyrodzie, nie na naturze, a na tym, żeby nie zostać przejechanym przez samochód / rower / dziecko na rolkach / dziecko na hulajnodze. Przy okazji możecie zacząć uważać na własne dzieci. Droga przez Dolinę Będkowską ma tylko jeden sensowny cel (poza tym, że trzeba wrócić do auta) – obiad w Gospodarstwie Rybnym. Polecamy pstrąga z własnych stawów (chętni mogą nawet sami go złowić). Nie polecamy zostawiania dzieci samopas – wpadają do stawów…

Gospodarstwo Rybackie | Dolinka Będkowska

Po obiedzie pora ruszyć w drogę powrotną – czyli ta sama trasa tylko w odwrotnym kierunku… Żart, żart, proszę nie marudzić 😉
Po opuszczeniu asfaltowej doliny skręcamy w lewo przy drewnianej willi. Wpierw myśleliśmy, że czeka nas przemierzanie ruchliwej drogi do samego parkingu. Postanowiliśmy jednak porzucić na chwilę mapy, gpsy i guglemapsy i zrobić to, co lubimy najbardziej, czyli zejść ze szlaku i posłuchać naszych instynktów terenowych (w tej kwestii nie pozwólcie prowadzić tym, co nie ogarniają koordynatów – oni niech lepiej idą za wami). Idziemy więc szeroką ścieżką przez las, a następnie odbijamy w lewo, w głąb wąwozu.
Brodzenie w suchych liściach pomiędzy nagimi drzewami wywołuje klimat iście jesienny, mimo że za chwilę przywita nas wiosna. To był dobry wybór! Trasa wspina się dziko w górę (niemal jak w Beskidach), równoważąc tym samym nasze zmęczenie tłumem ludzi w Dolinie Będkowskiej.

Lasy Shire | okolice Dolinki Będkowskiej

Wychodzimy na szerokie pole, prawie dokładnie naprzeciw parkingu. Oczywiście najmłodsi od razu orientują się w sytuacji i pędzą rozładować nadmiary energii (jak?! skąd?!) na przyparkingowym, nieco zarośniętym placu zabaw.

*po przekroczeniu Będkówki możecie też skręcić w prawo. Dojdziecie wtedy do Brandysówki (gospodarstwo agroturystyczne) i zobaczycie na własne oczy, jak wygląda Dupa Słonia…

Po więcej inspiracji na jednodniowe wycieczki z dziećmi po okolicach Krakowa zapraszamy  tutaj >>

CIEKAWE MIEJSCA W SIECI, KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ PRZED WĘDRÓWKĄ:

Mapa Szlaki Turystyczne Gminy Zabierzów >>
Skalny Raj w Kobylanach >>
Gospodarstwo Rybackie Dolina Będkowska >>
Brandysówka >>

MAPA DO POBRANIA

Poniżej mapa z dokładną trasą naszej wędrówki, którą możecie pobrać w formacie gpx. Na mapie zaznaczyłyśmy kluczowe punkty oraz dodałyśmy zdjęcia z fragmentów trasy. Od razu wiecie, czego się spodziewać 🙂 Dodatkowo, klikając na symbol „i” dostaniecie skrócony opis całej wycieczki. Ruszajcie! 

 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o