Mamy dla Was pewien sprawdzony szlak, niewymagający wielkiego pakowania, długiej jazdy i co najważniejsze, długiego rozważania i przygotowania trasy. Trzeba tylko wziąć głęboki oddech i szybko wyjść z domu. A kierunek jest prosty, żeby nie powiedzieć banalny: Las Wolski, czyli dzika oaza w miejskiej dżungli.


Trasa: Aleja Wędrowników – niebieski szlak przez Las Wolski – Przegorzały – Aleja Wędrowników
Długość trasy: ok. 6 km + powrót MPK
Start i Meta: Parking przy Alei Wędrowników (https://goo.gl/maps/tuDZBrcVpAD2) lub przystanek MPK Bielany – Klasztor.
Dostępność dla wózków: Nie


Bywają takie dni, że nic nie wychodzi. Niby jest niedziela, ale człowiek i tak wstaje o 5.30, bo co poniektórzy w rodzinie ząbkują, lunatykują, bądź też zegar biologiczny podpowiada im, że weekend jest po to, żeby zwlec pozostałych domowników z łóżek o barbarzyńskich porach. Niby się człowiek nigdzie nie spieszy, ale i tak przypali jajecznicę, umyje włosy odżywką zamiast szamponu, a na koniec zorientuje się, że jest niedziela wolna od handlu, a z kawy na dnie puszki nie wyskrobie nawet odrobinki, która mogłaby posłużyć chociaż za twór kawopodobny.

W takie dni nawet wychodzenie nie wychodzi. Niby człowiek by gdzieś poszedł, ale na samą myśl o pakowaniu stosu kanapek oraz worka ubrań na zmianę żadna wyprawa nie wydaje się atrakcyjna.

Na takie poranki mamy dla Was pewien sprawdzony szlak, niewymagający wielkiego pakowania, długiej jazdy i (co najważniejsze) długiego rozważania i przygotowania trasy. Trzeba tylko wziąć głęboki oddech i szybko wyjść z domu. A kierunek jest prosty, żeby nie powiedzieć banalny: Las Wolski, czyli dzika oaza w miejskiej dżungli. Pewnie pomyślicie: „wycieczka do ZOO” albo „Kopiec Piłsudskiego”. Niewątpliwie spacery te mają swoje zalety, ale dziś chcemy Was zabrać w nieco mniej popularne, ale przez to bardziej spokojne i nie tak zatłoczone szlaki krakowskiej „puszczy”.

Wycieczka będzie z celem i nagrodą jednocześnie, a więc dajemy Wam narzędzie w postaci kija z marchewką, którym będziecie mogli poganiać co bardziej opornych w wyprawie 😉

Trasę rozpoczynamy od zaparkowania samochodu na dużym parkingu na Bielanach, przy skrzyżowaniu ulic Księcia Józefa i Alei Wędrowników (o, tutaj: https://goo.gl/maps/tuDZBrcVpAD2). Tak, widzimy, że większość wjeżdża Aleją Wędrowników pod sam klasztor. Tak, wiemy, że macie dzisiaj gorszy dzień i nie chce się Wam włazić asfaltem pod górę, ale zaufajcie nam – pod koniec wycieczki będziecie nam wdzięczni 🙂 Pomyślcie tylko, jak przyjemna dla ciała, ducha i oka może być wspinaczka malowniczą aleją, wzdłuż której rosną ogromne kasztanowce i dęby oraz ciągnie się jedyna w Krakowie winnica („Srebrna Góra”).

Asfaltową drogą docieramy do lasu. Za szlabanem nie będą już przeszkadzali leniwcy, którzy postanowili jednak wjechać na górę samochodem. Jeśli nie jesteście stałymi bywalcami Lasu Wolskiego, polecamy podejście do samego klasztoru. Panie zapewne będą musiały poczekać przed wejściem (wstęp dla niewiast tylko 12 dni w roku), podczas gdy panowie będą mogli bez przeszkód zwiedzić Erem Ojców Kamedułów (w godzinach 10:00-11:00 i 15:30-16:30).

Ale wróćmy do naszej wyprawy. Las Wolski powita Was piękną szeroką Polaną pod Dębiną (zwaną też Bielańską), znajdującą się u północnego podnóża klasztoru. Tu możecie wziąć głęboki oddech i nabrać sił przed dalszą trasą. Czekają na Was ławeczki, wiata turystyczna, tablice informacyjne, ukyte wśród drzew szałasy samoróbki, mnóstwo dębów, a nawet hotel… dla owadów oczywiście 🙂 Wiedzieliście, że coś takiego istnieje? Świetna sprawa!
Na węźle szlaków odnajdźcie kolor niebieski i kierujcie się na wschód (tam musi być cywilizacja!). Przez chwilę podążają z nami szlaki czerwony i żółty, ale bądźcie czujni, bo w pewnym momencie niebieski robi skok w bok i odbija niespodziewanie w dół. Trzeba przyznać, że na tej trasie nie ma żadnych oczywistości. Raz po raz prowadzi ostro w dół, tylko po to, by za chwilę piąć się niemal pionowo w górę. Dzięki temu można się poczuć jak na prawdziwej góskiej drodze. Co prawda w dole malowniczo płynie, wije się rzeczka, jak błyszcząca wstążeczka (Wisła znaczy się), a wraz z nią dosyć ruchliwa i hałaśliwa ul. Księcia Józefa, ale podziwianie tych widoków z góry ma swój niewątpliwy urok.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy kurczowo trzymali się wyznaczonej drogi. Nasza dobra znajomość Lasu okazała się jednak nie tak doskonała, jak myśleliśmy, i kilka razy zamiast skrócić sobie drogę, nieźle ją sobie wydłużyliśmy. Jak to mówią w Shire:

Kto ścieżki prostuje, ten w lesie nocuje.

albo jeszcze

Nogi to nie koła, po ścieżkach dla rowerów lepiej niech nie chodzą…

czy jakoś tak.

W każdym razie w końcu udało nam się powrócić na niebieski szlak (wy z niego nie schodźcie) w okolicy miejsca zwanego Skowronków Dół, przez który przeprowadza malowniczy mostek, pamiętający czasy I ery, kiedy światem rządziły Elfy 😉
Zamiast śpiewu rzeczonych skowronków słyszeliśmy głównie stukoty dzięciołów, za to motorem napędowym wycieczki okazało się również poszukiwanie tych niewielkich ptaków wśród splątanych gałęzi drzew.

Ze Skowronkowego Dołu droga prowadzi prosto pod ogromną górę. To jest ten moment na trasie, kiedy rozważacie, czy lepiej jednak nie zawrócić do auta… Mimo wszystko widmo rychłej nagrody pcha was w górę. Jak tylko droga się wyprostuje, a szlak niebieski przetnie szlak żółty, na wschodzie zamajaczą Wam toporne zabudowania czegoś, co wygląda jak brutalistyczny bunkier z czasów zimnej wojny – czyli Dom Gościnny UJ. Dobra wiadomość! Jesteśmy na półmetku. Trzeba zatem porzucić wszelkie szlaki (żółty schodzi ostro w dół, my jednak idziemy dziką dróżką za budynkiem UJ). Obchodzimy budynek od północy i wychodzimy nieopodal wejścia głównego. Stąd widać dużo ciekawszą budowlę – Zamek Przegorzały wraz z Willą – Basztą Adolfa Szyszko-Bohusza.

Nagroda czeka na Zamku i ma postać tego, co sami sobie zamówicie z Menu Restauracji „U Ziyada” 😉 Absolutnie nie pomijajcie tego punktu, ponieważ widok z tarasu restauracji wart jest nawet dyszki wydanej na kawę. Rozkoszując się latte i naleśnikami, dojrzała część wycieczki wspominała własne wesele w tym miejscu, a młodsza niezapomnianą przygodę sprzed dwóch lat (ale o tym może kiedy indziej).

Posileni, nasyceni widokami i słońcem świecącym prosto w twarz, z lżejszymi portfelami (pamiętajcie, żeby dać wysoki napiwek, jeśli wleźliście w gumiakach prosto z zabłoconego szlaku i troszkę wyróżniacie się spośród eleganckich par w szpilkach i lakierkach, spożywających wykwintne obiady) schodzimy w dół, do Przegorzał. Jeśli jesteście twardzielami, możecie wrócić na nogach tą samą trasą lub nieco ją zmodyfikować (opcji jest kilka, a przy wejściu do budynku Zamku wisi mapa szlaków Lasu Wolskiego – kombinujcie!). Możecie też (ot tak, dla zabawy) postraszyć młodzież: a teraz z powrotem tą samą trasą, i rozkoszować się przerażeniem oraz trwogą na umorusanych błotem twarzach.

Dla tych mniej twardych i lekko zmęczonych dalsza część spaceru wiedzie w dół ulicą Jodłową. Jeśli chcecie zapewnić sobie spokojne schodzenie, bez akompaniamentu pytań w stylu:

a gdzie teraz idziemy?

a długo trzeba schodzić?

powiedzcie dzieciom, że na dole czeka fajny plac zabaw z widokiem na Zamek. I co ważne – będzie do prawda 😉 Postój na zabawę możecie wykorzystać albo jako oczekiwanie na autobus (przystanek jest minutę od placu), albo jako przerywnik w dalszej wyprawie. W naszym przypadku zwyciężyła opcja nr 2.

Po krótkiej zabawie (krótkiej, bo zabójczej i pod tytułem Co się stanie jak wrzucimy siostrę pod rozpędzoną karuzelę w momencie, jak rodzice chowają się po krzakach, próbując potajemnie zeżreć tabliczkę czekolady) ruszyliśmy dalej, w głąb uroczej dzielnicy Przegorzały. Znaleźliśmy tam kilka perełek architektury jednorodzinnej oraz pomnik pośrodku niczego, zwany Cmentarzem Wojennym „Glinnik” (https://goo.gl/maps/8Gj1D9PaQJH2). Poświęciliśmy chwilkę na krótką pogadankę na tematy wojenno – hitlerowskie oraz na eksplorację miejsca, a potem ruszyliśmy w stronę cywilizacji.

Tak doszliśmy do ulicy Księcia Józefa i przystanku autobusowego Glinnik. Stamtąd wróciliśmy autobusem, który zawiózł nas prosto na parking przy przystanku Bielany Klasztor. Nawet nie wiecie, jakże byliśmy szczęśliwi, że auto stoi zaraz obok i nie trzeba się już nigdzie wspinać, żeby do niego wsiąść i wrócić do domu. Mówiliśmy, że nie warto wjeżdżać na samą górę, prawda?

To była naprawdę dobra niedziela.

MAPA

Poniżej mapa, którą możecie również znaleźć na stronie zoo-krakow.pl >>, sciągnąć na komórkę lub wydrukować i dać dzieciakom, by za nią podążały.
Dokładnie prześledźcie wszystkie szlaki – zobaczcie, ile tu czeka możliwości!

Żródło: http://zoo-krakow.pl/mapa-lasku-wolskiego/

Źródło: http://zoo-krakow.pl/mapa-lasku-wolskiego/

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o