Plan na wycieczkę miał proste założenia: złapać dużo światła, nacieszyć oczy pięknymi widokami i nie nadwyrężyć za mocno (braku) formy. Tak więc wyprawę na Rysy odłożyliśmy chwilowo na lepsze czasy i ruszyliśmy zdobywać jedno z najbardziej uroczych miasteczek Małopolski – Lanckoronę. Z Lanckoroną jesteśmy serdecznymi znajomymi już od prawie 15 lat. Zaczynaliśmy nasze spotkania w mocno bezdzieciowych (ba! nawet bezmężowo-żonowych czasach) i niezmiennie wracamy tam w coraz liczniejszym gronie. Trzeba uczciwie przyznać, że miejsce nie traci nic ze swej magii i uroku.


Trasa: Rynek w Lanckoronie — Zamek — Aleja Zakochanych — Na Moczary — Willa Tadeusz — Rynek w Lanckoronie
Długość trasy: 4,10 km
Start i meta: Rynek w Lanckoronie | https://goo.gl/maps/BkwsxD11tvF2
Dostępność dla wózków: Tak! Na trasie: Rynek — Zamek oraz Rynek — Willa Tadeusz


To miał być wiosenny spacer w środku zimy. I tak też się do niego przygotowaliśmy. W odstawkę poszły szaliki, rękawiczki i po dziesięć warstw odzieży dla zmarzluchów…

Wskazówka nr 1: warunki pogodowe na wycieczkę sprawdź w dniu wycieczki, a nie pięć dni wcześniej. Pogoda długoterminowa to nie prognoza, tylko szarlataneria 😱

Przyznajemy, że po wejściu do auta zaskoczyła nas kiepska widoczność, a raczej jej całkowity brak. Zwaliliśmy jednak winę na krakowski i podkrakowski smog, przekonani, że wystarczy wyjechać tuż za granicę powiatu i mgła zniknie, słońce wyjdzie, a w powietrzu będzie się unosił zapach wiosny. Cóż, byliśmy w błędzie.

Dojechaliśmy sobie do tej naszej Lanckorony w spacerowym tempie niedzielnych kierowców – zdziwieni, że mgła, zamiast rzednąć, gęstnieje, a temperatura spada i zamiast zapowiadanych 12 stopni są li tylko 2.

Lanckoroński Rynek

Okutani we wszystko, co tylko udało nam się znaleźć w plecakach, wystartowaliśmy tradycyjnie z Lanckorońskiego Rynku (doprowadzi Was tam bez problemu każda nawigacja). Po wyjściu z samochodu sprawdziliśmy najaktualniejsze prognozy pogody, rozważając nawet natychmiastowy odwrót do domu na kawę, ale stwierdziliśmy, że czego się nie robi dla wpisów na bloga i zdjęć na instagrama, więc wejdziemy szybciutko na zamek i równie szybciutko wrócimy na Rynek, znajdziemy jakieś miłe, ciepłe miejsce z kawą i ciastkiem w nagrodę.

O jednym jednak zapomnieliśmy. Zapomnieliśmy, że nie z nami takie numery.
Czymże bowiem byłaby wycieczka bez wizyty w lesie, bez błotnych zjazdów i lodowych ślizgów, bez zwariowanych gpsów i wyładowanych baterii w telefonach.

Droga do Zamku

Z Lanckorońskiego Rynku ruszyliśmy w kierunku ruin. Ostatecznie przecież to wizją pięknego zamku przekonaliśmy dzieciaki do udziału w wyprawie. Droga jest prosta – azymut na kościół (widać go z każdej części Rynku i okolic), następnie w prawo, a potem cały czas do góry za drogą. Są znaki i wskazówki — dacie radę.

Po małej wspinaczce pod górę (tak, wspinaczce; w tych warunkach pogodowych mieliśmy wrażenie, że przygotowujemy się do założenia co najmniej II obozu pod Mount Everest) osiągnęliśmy wzgórze. W sezonie bezlodowym zajmie Wam to około 15 min. My na polanie pod zamkiem stanęliśmy po 45.

Wskazówka nr 2: raki i czekany na podmiejskie wycieczki zimą to wcale nie jest idiotyczny pomysł…

W drodze na Zamek

Latorośle zachwycone wbiegły na zamek i zaczęły eksplorować, stając się natychmiast rycerzami i wojownikami z patykowymi mieczami (na księżniczki jakoś weny nie było, mimo iż dominowały dziewczyny):

Mamo, czy to armata wybiła tę tu wyrwę w murze?

Nie synu, to ząb czasu…

Lanckoroński Zamek

Po szybkim obejściu zabytku z każdej strony, zajrzeniu pod wszelkie kamienie i we wszystkie dziury, postanowiliśmy ruszyć w dół. Nie, nie na ciastki, tylko dalej. Wspinaczka rozochociła nas i rozgrzała, więc stwierdziliśmy, że idziemy głębiej w las.

Gdzie dokładnie?

No właśnie — nie wiemy. Po gęstym lesie porastającym górę zamkową rozsiane są ścieżki mniejsze, większe, te dzikie i te bardziej cywilizowane, oznaczone i nie. Jeśli macie ochotę na odrobinę przygody i lanckorońskiej magii, schowajcie do plecaka mapy i smartfony, i dajcie się im prowadzić, spontanicznie decydując się na kierunek.
My od lat tak robimy i do tej pory nie udało nam się jeszcze dwa razy powtórzyć tego samego szlaku. Ale zgubić, i owszem.

Crossy na trasie

Tym razem ruszyliśmy w dół zachodnim zboczem, podążając ścieżką, którą upodobali sobie rowerzyści crossowi, lecz dosyć szybko odbiliśmy w nieco bardziej zdziczałe rejony i oczywiście, zamiast dążyć w stronę cywilizacji, łagodnie i stopniowo, a czasem całkiem dynamicznie (w okolicznościach błota) się od niej oddalaliśmy.

Nasze dzieci już wiedziały, co się święci — STARZY POCZULI ZEW LASU. A to oznacza, że na rychły koniec wycieczki nie ma co liczyć. Dobrze, że przynajmniej one mają instynkt samozachowawczy i — wiedzione doświadczeniem — same zadbały o to, żeby mieć w plecakach odpowiednią ilość jedzenia. Podróże kształcą: dorośli + wycieczka bez mapy + zima = głód).

Lanckoroński Las

Do odwrotu zmusiła nas przyrastająca coraz bardziej warstwa błota na naszych butach, powodująca kilkukrotny wzrost ich ciężaru oraz zdecydowany bunt i sprzeciw wobec dalszego przebywania w lesie. To był ten moment, kiedy musieliśmy się posiłkować zdobyczami techniki. A jak wiadomo, trochę techniki i człowiek się gubi, więc i my zgubiliśmy się jeszcze bardziej.

Z pomocą przyszła nam magia — magia Lanckorony. Ilekroć tam jesteśmy i jakbyśmy nie poplątali dróg i którędy byśmy nie wyszli, to na naszej drodze zawsze, ale to zawsze, pojawia się Willa Tadeusz. Schowana na zboczu góry, ukryta wśród drzew. Lata temu trafiliśmy tam przypadkiem — przyciągnięci „huśtawkami z 1410” (jak je nazwaliśmy) 😅

Bardzo stare i ogromne huśtawki

Naszym zdaniem sercem miasteczka jest i pozostanie to miejsce — jeden z najstarszych pensjonatów w Polsce. Przetoczyła się tędy Wielka Historia i zostawiła swoje ślady, które można zobaczyć, dotknąć, poczuć…

Mała wskazówka: podczas wizyty w tym niesamowitym miejscu przygotujcie się na zabawę Tysiąc pytań o… Gwarantujemy Wam, że ubłocone i ledwo żywe dzieci tuż po przekroczeniu progu Willi wpadną w bliżej nieokreślony entuzjazm i buzia nie przestanie im się zamykać:

A czyj to portret?
A to kto?
A z którego roku jest ta szabla?
A kto nią walczył?
A czemu?
A co to jest II Wojna Światowa?
A kiedy będziecie trzecia?
A ty, tato, pamiętasz wojnę?
A czy Józef Piłsudski miał nogi? Tak??? To dlaczego ta figurka ma tylko głowę?

Kompot w Willi Tadeusz

Tym sposobem odbyliśmy żywą lekcję historii z dziećmi, w pełni domowej atmosferze, przy łykach ciepłego kompotu.
Będąc w Willi, koniecznie zajrzycie pod wiatę. Zobaczycie tam drewniany  samochód, skonstruowany przez Tadeusza Lorenza, na przełomie lat 40-tych i 50-tych ubiegłego wieku. Cudo!

Krótkie, ale rozgrzewające ciało i ducha, posiedzenie w Willi, natchnęło nas pomysłami na kilkudniowy pobyt i zdecydowanie było wisienką na torcie naszej wycieczki.

Wskazówka nr 3: zamiast babrać się w błocie na zimnie i we mgle przez 3 godziny, z lanckorońskiego rynku idź na wschód, a po 5 minutach znajdziesz raj na ziemi.

Krótkie, ale rozgrzewające ciało i ducha posiedzenie w Willi, natchnęło nas pomysłami na kilkudniowy pobyt w tej okolicy, i zdecydowanie było wisienką na torcie naszej wycieczki.
Po pożegnaniu Willi i jej przemiłych gospodarzy (pozdrawiamy!), ruszyliśmy w drogę powrotną. Z nieba zaczął padać deszcz, więc tym razem bez żalu wpakowaliśmy się do samochodów z myślą o ciepłym domu.

Dreptankowa Ekipa

Wskazówka nr 4: Jak nie sprawdzisz pogody na bieżący dzień i przed wyjazdem na całodniową wycieczkę zostawisz otwarte okna z nadzieją na wpuszczenie ciepłego, wiosennego powietrza, nie licz na powrót do ciepłego domu…


MAPA DO POBRANIA

Poniżej mapa z trasą, którą możecie pobrać w formacie gpx. Zaznaczyłyśmy na niej wszystkie ważne punkty, które mogą Wam się przydać w trakcie wędrówki. Tak, żebyście wiedzieli, co Was czeka 🙂


CIEKAWE MIEJSCA W SIECI, KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ PRZED WĘDRÓWKĄ

Lanckorona Turystyczna >>>

Willa Tadeusz >>>

GALERIA

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o