Dziś mamy dla Was wpis z trasy, w której jest wszystko, co trzeba: wiosenny spacer z wiosenną pogodą, niebieski szlak prowadzący… niebieskim szlakiem, liczba pomylonych ścieżek równa zeru. No po prostu jak z najprawdziwszego przewodnika turystycznego! NIE DO WIARY!


Trasa: Zamek Pilcza — Dolina Wodącej — Zegarowe Skały — Dolina Wodącej — Zamek Pilcza
Start i meta: Parking pod zamkiem Pilcza w Smoleniu: https://goo.gl/maps/hD4JoPnQcUnNSuAy7
Dostępność dla wózków: Może być ciężko. Ale zerknijcie na mapę, kilka alternatyw jest 🙂


Okolice Krakowa – północ czy południe

Ale od początku.

Na tę marcową niedzielę szykowaliśmy się co najmniej od wtorku, kiedy coraz liczniejsze prognozy jednogłośnie zapowiadały niezwykłą anomalię wśród typowo marcowo-garncowych dni.

Do końca nie wierzyliśmy w te zapowiadane 18 stopni, bo sobota minęła nam na wygrzewaniu się w cieple kominka. Tym razem jednak pogodowe wróżby się spełniły i niedziela powitała nas prawdziwie wiosenną pogodą.

Oczywiście pierwsza myśl kazała nam natychmiast ruszać w góry, ale podeszliśmy do tych szatańskich podszeptów z dystansem (uf!). Chciało nam się wiosny, a nie ośnieżonych górskich szlaków.

Ruszyliśmy więc na….. północ. Uznaliśmy, że skoro góry na południu ucieleśniają jeszcze środek zimy, to wiosny należy szukać w kierunku przeciwnym. Tym razem intuicja nas nie myliła. Ach, chyba osiągnęliśmy jakiś wyższy level turystycznego wtajemniczenia.

Zapuściliśmy się tym razem nieco dalej niż zwykle, bo dojazd do celu naszej wędrówki zajął nam godzinę (z zachodnich rubieży Krakowa). Ba! Opuściliśmy nawet nasze najlepsze pod słońcem województwo.

A cel był nie byle jaki, bo zawierający w sobie wszystko, czego dusza dzikiego podróżnika zamiejskiego zapragnie – ruiny zamku, skałki i dolinka.

Zapraszamy więc na wycieczkę po Zamku Pilcza w Smoleniu, a następnie na wędrówkę po Zegarowych Skałach i Dolinie Wodącej. 

Zamek Pilcza tablica informacyjna

Na zamku Pilcza

Przy wejściu na zamek znajduje się sporych rozmiarów parking, na którym bez problemu zmieściły się nasze wielodzietne wehikuły.

Dzieci z radością opuściły pojazdy i zajęły pobliskie ławeczki, by oddać się konsumpcji (biedaki zgłodnieli, bo śniadanie było aż godzinę wcześniej!), podczas gdy dorośli próbowali doliczyć się ilości biletów normalnych, ulgowych i darmowych w kasie zamku.

Taaaaa… Wejście na zamek jest płatne, więc musicie dobrze rozplanować ten wyjazd w waszym domowym budżecie ;).

Zamek Pilcza parking

Po zakupie biletów i próbie uratowania resztek jedzenia na później z niekończących się czeluści dziecięcych paszcz (w liczbie 7), przypuściliśmy zmasowany szturm na zamek.

Mieliśmy wrażenie, że jest to typowo lokalna atrakcja, bo nie odnotowaliśmy tłumów turystów na murach. Zamek był nasz niemal na wyłączność, co sprzyjało eksploracji i myszkowaniu po najgłębszych zakamarkach.

Faktem jest, że dużo tego myszkowania nie było, jednak wejście na wieżę zamkową stanowiło ogromną atrakcję (nawet największy gaduła wycieczki – półtoraroczniak na plecach – zaniemówił na trzy sekundy, pobijając tym samym swój rekord trzymania buzi na kłódkę).

zamek Pilcza

WIDOK NA ZAMEK PILCZA

widok z zamku pilcza

Po zejściu z wieży (cało, zdrowo, w pełnym składzie), weszliśmy także na zamkowe mury… Część dzieci wykorzystała zamieszanie podczas wchodzenia po schodach i postanowiła zdobyć zamek w stylu średniowiecznym, a więc wspiąć się bezpośrednio po murach do góry.

Na szczęście rodzice przytomnie zgarnęli towarzystwo, zanim dokonało nieodwracalnych zmian w strukturze budowli i szybko zarządzili ewakuację z zamku, coby nie narazić się na większe koszty 😉

wieża na zamku Pilcza

zakamarki na zamku Pilcza

Dolina Wodącej, czyli niebieskim szlakiem w stronę Zegarowych Skał

Cel: Zegarowe Skały niebieskim szlakiem. Najpierw opuściliśmy zamkowe wzgórze i drogą przez pola, wzdłuż ściany lasu, dotarliśmy do drogi prowadzącej już bezpośrednio w skały. Pośród błota i hmmm… pola nawozu, otworzył się przed nami pocztówkowy widok. Nie da się ukryć, Dolina Wodącej ma w sobie to coś.

widok na dolinę wodącej

dolina wodącej

Oczywiście dzieciarnia ruszyła przed siebie, aby zdobywać wzniesienie, zupełnie nieświadoma faktu, że szlak prowadzi w innym kierunku.

Planowaliśmy nawet szybką, „tylko dla dorosłych” wycieczkę zaplanowaną trasą i porzucenie hałastry przy ścianie skały. Niestety napotkana grupa wspinaczy profesjonalistów uświadomiła naszym wspinaczom amatorom, że plecaczki ze sportowego koncernu na D., wypchane ciastkami i czekoladą, nie zbliżają się nawet na milę do tego, co można nazwać profesjonalnym ekwipunkiem “skałołaza”, i że na wspinaczkę to mogą sobie co najwyżej popatrzeć. A że stanie i gapienie się nie do końca leży w naturze naszych egzemplarzy (o ile w ogóle), hałaśliwa banda ruszyła z powrotem, doganiając nas szybciej, niż się tego spodziewaliśmy, a plan na powrót do bezdzietności spalił na panewce…

Jaskinia na Biśniku

Po przejściu dystansu kilkuset metrów dotarliśmy do jaskini w skale zwanej Biśnikiem. Tutaj zatrzymaliśmy się na zasłużony tym razem popas. Wszak od poprzedniego przed zamkiem minęło już całkiem sporo czasu. Posiłek wewnątrz długiej i ciemnej jaskini? To jest to! Niestety rzeczywistość nie sprostała tym razem szalonym wizjom naszych dzieci, ponieważ wejścia do jaskini broniła metalowa brama zamknięta na kłódkę. Jaskinia na Biśniku to ważne stanowisko archeologiczne – podobno jedno z najciekawszych i najstarszych w Polsce, o czym będziecie mogli przeczytać na tablicach informacyjnych znajdujących się w pobliżu skały. 

Ale nie zniechęciło to najwytrwalszych poszukiwaczy przygód. Podczas gdy większość dojadała resztki prowiantu, żądni wrażeń chłopcy ruszyli eksplorować skałę. Udało im się znaleźć tajemną ścieżkę prowadzącą w górę, na sam szczyt. Po jego zdobyciu oraz przegadaniu wszystkich pomysłów na wykorzystanie strategiczne tegoż miejsca („Naplujmy dziewczynom na głowy!”, „Skoczmy na dół – nie będziemy musieli schodzić!”, „Możemy tutaj zamieszkać!”, „No co ty, jak będziemy tu mieszkać, skoro tu nie ma toalety?”) ruszyli dalej dookoła i znaleźli wąskie przejście między dwiema skałami. Ten tunel stanowił na tyle ciekawą atrakcję, że trzeba go było przejść w tę i we w tę z pięć razy. A potem można było już z czystym sumieniem powrócić na łono najedzonej już i gotowej do dalszej drogi drużyny.

skała biśnik

Dalsza trasa wiodła przez las do końca dolinki. Ta część spaceru w zasadzie nie różniła się niczym od przejścia dowolnego leśnego traktu. Tak więc wyprawa po przygodę zamieniła się w całkiem normalny, żeby nie powiedzieć nudnawy, niedzielny spacer…

dolina wodącej z dziećmi

Ale kiedy już w myślach pożegnaliśmy najciekawsze punkty tej wycieczki, przygoda niespodziewanie wyszła, a właściwie to przewróciła się, nam na spotkanie.

Czerwony szlak rowerowy z przeszkodami

Na szlaku powrotnym (notabene rowerowym) trafiliśmy na masowy wyrąb lasu. To znaczy wszystko było już wycięte, wyrąbane i narąbane: grube konary ściętych drzew leżały w poprzek drogi. I nie były to pojedyncze sztuki, a cały las u naszych stóp aż po horyzont.

Nie ukrywajmy – to nie był miły widok, wręcz przeciwnie. Zrobiło nam się wyjątkowo żal tych starych, wielkich drzew („Mamo, czy można powiedzieć, że to są drzewowe truchła?”, “Mamo czy truchła to trupy?”).

dolina wodącej drzewa

Jednak przejście przez ten tor przeszkód okazało się największą atrakcją całej wyprawy. Bo przez kłody pod nogami można było skakać, można było szukać najlepszej drogi, by przejść po pniach bez dotykania ziemi, można się było zabawić w zrzucanie towarzysza, który stracił równowagę, no i można było „hopsać” wybrane przeszkody przy użyciu energii rodzicielskich rąk.

dolina wodącej drzewa

Z punktu widzenia rodziców: nie było tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Wyobraźcie sobie, gdybyśmy postanowili odbyć tę drogę na rowerach… Jedno dziecko na plecach, drugie pod pachą, trzecie na barana, a rowery na głowie… Ta wizja dodała nam otuchy, że są z nami TYLKO dzieci. Chociaż jakbyście mieli do wyboru dzieci ALBO rowery, to my jednak, mimo wszystko, polecamy rowery 😉 Rowery nie wyjadają dorosłym wszystkich ciastek i czekoladek z plecaków i nie plują resztkami do waszej wody mineralnej. Oburzeni opisem? A co, że niby nieprawda? Myślałby kto 😉

dolina wodącej drzewa

Po kilkudziesięciu minutach tej jurajskiej wersji “ajronmena” z radością powitaliśmy koniec labiryntu zwalonych pni i z ulgą przeszliśmy na zwyczajną leśną drogę.

Zatoczyliśmy koło, znajdując się na powrót w okolicy Biśnika. O ekstremalnych doświadczeniach na konarowym szlaku niech świadczy fakt, że w drodze powrotnej dzieci nawet nie spojrzały w stronę skał, o wspinaczce nie wspominając.

Tak więc powrót do samochodu odbył się bez większych urozmaiceń, nie licząc skakania po kałużach, tropienia żab i podziwiania rozkwitającej dopiero co przyrody. 

wiosna dolina wodącej

gady dolina wodącej

Z czystym sumieniem (ale brudnymi butami) wróciliśmy do domu, by zasłużenie zalegnąć na kanapie 🙂 

A w drodze powrotnej czekała nas jeszcze jedna niespodzianka: doskonała, wręcz niespotykana przejrzystość powietrza. Pasmo Babiej Góry i Tatry jak na wyciągnięcie ręki. Chyba nie musimy mówić, w jakim kierunku pognamy na kolejną wycieczkę? 🙂 


INFORMACJE PRAKTYCZNE

Oczywiście w trakcie tej wycieczki nie odwiedziliśmy wszystkich miejsc, które można eksplorować w okolicach Doliny Wodącej i Zegarowych Skał To jedna z tych mniej ekstremalnych propozycji – szybki wypad na wiosenny spacer z dziećmi za Kraków. Dobry na rozruszanie po zimowych, ciemnych miesiącach 🙂

W kasie Zamku zapłacicie TYLKO GOTÓWKĄ. Przygotujcie więc odpowiednią ilość hajsu (jak to mówi młodzież) na zapas 🙂

Dzieciom do lat 5 przysługuje darmowy bilet wstępu.

Przed wycieczką na stronie zamku na FB sprawdźcie aktualne godziny otwarcia i ewentualne obostrzenia.

 

Ułatwienia dla rodzin z małymi dziećmi:

Nie ma. Małe dziecko najlepiej wziąć w nosidło lub do chusty.


CIEKAWE MIEJSCA W SIECI, KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ PRZED WĘDRÓWKĄ

Zamek Pilcza, Zamek w Smoleniu – strona www >> 

Zamek Pilcza – fanpage na Faecbooku >>

FrAntki Wędrowniczki na Zegarowych Skałach >>


MACIE OCHOTĘ NA WIĘCEJ?

Sprawdźcie nasze inne propozycje na jednodniową wycieczkę po okolicach Krakowa i Małopolski, klikając na poniższy link:

Okolice Krakowa z dziećmi — jednodniowe wycieczki dla całej rodziny >>


wawrzynek wilczełyko dreptanki

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o