Do kolejnej podkrakowskiej dolinki wybraliśmy się pewnej lutowej niedzieli, kiedy znowu wydawało nam się, że wiosna czai się tuż za zakrętem, na skraju lasu. Kraków zalała fala ciepła i słońca, więc postanowiliśmy wykorzystać pogodę i ruszyć ku przygodzie.


Trasa: Parking leśny w Dubiu — Dolina Racławki — Paczółtowice — Dolina Racławki — Parking leśny w Dubiu
Start i meta: Parking Leśny w Dubiu https://bit.ly/2JiFgk4
Dostępność dla wózków: Tak! Wzdłuż potoku Racławka wiedzie dość dobrze utwardzona leśna droga


Tiaaa… gdybyśmy wiedzieli, co nas czeka, pewnie usiedlibyśmy na werandzie z kubkiem herbaty, zamiast ganiać za widmami. Jednak ruszyliśmy pełni naiwej wiary, że połowa lutego, to już przecież prawilne przedwiośnie. Dolinka Racławki jest jedną z bardziej malowniczych i – co ważniejsze – leży nieco na uboczu turystycznej popularności, więc jest szansa na cichy i spokojny spacer nawet w szczycie sezonu. Stąd też nasz pomysł, by właśnie tam się wybrać (chociaż w lutym taki szczyt sezonu, jaka wiosna…).

Start zaplanowaliśmy z Parkingu w Dolinie Racławki w miejscowości Dubie. Pierwsza niespodzianka (dobra, nazwijmy to po imieniu: pierwsze rozczarowanie) czekała nas tuż po wyjściu z samochodów. A nawet wcześniej, kiedy pojazdy w trakcie parkowania zaczęły tańcować po oblodzonej nawierzchni. Dalej było już tylko gorzej, bo okazało się, że zacieniona dolina ma w nosie fakt, że w pobliskiej metropolii już pachnie zielenią i powitała nas bielą całkowicie zimowego śniegu. Nie żebyśmy mieli coś przeciwko śniegowi po kostki, ale nie, do diaska!, na wiosennym spacerze.

Parking Leśny Dolina Racławki (Dubie)
Parking Leśny Dolina Racławki (Dubie)

Oczywiście, dylematy typu „iść, czy nie iść” nas nie dotyczą, jak już wiecie. Raczej „jak iść, by przetrwać”. Na szczęście słońce, przebijając się przez łyse jeszcze gałęzie drzew, zachęciło do podjęcia wyzwania. A szlak warty jest poświęcenia. Malowniczo snuje się raz z lewej, raz z prawej strony rzeki Racławki, przez którą prowadzą romantyczne kładki i przejścia. Poza tym dzieciaki doceniły ośnieżony trakt i oblodzoną trasę (darmowe lodowisko!!!), która była miłą odmianą po dotychczasowych doświadczeniach z błotem w roli głównej.

Dolina Racławki
Dolina Racławki

Jak na podkrakowskie rezerwaty przystało, Racławka wije się pomiędzy skałami, które kusiły do wspinaczki i ciągłego zbaczania ze szlaku. Dorośli jednak twardo trzymali się żółtego koloru ścieżki, skutecznie uniemożliwiając dzieciom spektakularne harakiri czy tam inne chaczapuri, o które wbrew pozorom nietrudno było przy tych warunkach.

 

W tych pięknych okolicznościach przyrody droga zleciała nam bardzo szybko: udało nam się nie skręcić karku podczas upadku ze skał, nie połamać nóg w trakcie lodowych wygibasów ani nie zakończyć życia w prędkim nurcie rzeki. Za to wymarzliśmy mocno, bo śnieg i wilgoć od rzeki wzmagały poczucie chłodu.

Więc gdy doszliśmy do miejsca, w którym żółty szlak odbijał w lewo w stronę Wąwozu Stradlina, my postanowiliśmy jednak opuścić Dolinę i czym prędzej ogrzać zmarznięte kości, udając się w stronę cywilizacji, a dokładnie do wsi Paczółtowice. Jeśli jednak będziecie w tym miejscu w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody, polecamy Wam bardzo podążanie żółtym szlakiem i przejście Wąwozu, bo to również bardzo ciekawe i tajemnicze miejsce.

Tym czasem opuściliśmy rezerwat i skierowaliśmy w stronę centrum wsi. Tuż przed cmentarzem (po tej samej lewej stronie drogi) postanowiliśmy znowu skręcić w lewo i iść wzdłuż ścieżki rowerowej, prowadzącej garbem doliny. Mieliśmy nadzieję na upragnione wiosenne klimaty i czuliśmy, że na tej trasie jest szansa na jej spełnienie.

Nasz plan absolutnie nie zakładał jeszcze gorszych warunków niż wcześniejsze, a wspinaczka pod górę po kolana w śniegu brzmiała jak absurd… do czasu, gdy na własne oczy nie zobaczyliśmy szerokiego, białego pola przed sobą. A że opcji „wróćmy się” nie mamy wbudowanej w nasz wycieczkowy hardware, to nie pozostało nam nic innego, jak po raz kolejny tego dnia wziąć na klatę gorycz rozczarowania (a właściwie nie na klatę a na plecy, w nosidło) i przebrnąć przez wszelkie trudności.

Przecież nikt nie powiedział, że przygoda musi mieć zawsze słodki smak (chociaż w naszym przypadku czasem mogłaby). Na szczęście widoki podziałały mobilizująco (a może to była jednak czekolada?) i poczuliśmy się jak himalaiści 50 metrów przed szczytem (i w takim iście himalajskim tempie tę ośnieżoną górkę zdobywaliśmy).

Jako iż tradycyjnie szliśmy poza szlakiem, w pewnym momencie droga nam się urwała w środku pola (ale to też standard, więc nawet specjalnie się tym nie przejęliśmy). Dzięki wędrówce na azymut mieliśmy okazję przyjrzeć się z góry kamieniołomowi Dubie, przez co urośliśmy w oczach co poniektórych entuzjastów maszyn wszelakich (+10 pkt do nagrody rodzica tygodnia), a także zaopatrzyliśmy się w pamiątki z wyprawy (obok kamieni i badyli hitem został wielgachny ziemnior prosto z pola).

Szybko odnaleźliśmy jednak żółte oznakowanie i po chwili znów byliśmy w malowniczym lesie. Odbiliśmy jeszcze na ścieżkę przyrodniczą Łom Hrabski (zdecydowanie trzeba!), dzięki czemu była okazja do legalnej wspinaczki między skałami i zrobienia kilku ciekawych zdjęć (wilki syte i matki całe). A potem już znaleźliśmy się z powrotem w Dolinie Racławki, na drodze do parkingu.

Chcieliśmy jeszcze zawinąć na tę wspomnianą na początku werandę i nadrobić słoneczne braki, ale jak zwykle okazało się, że trasę, którą można przy dobrych wiatrach machnąć w dwie godziny, my przedreptaliśmy w cały dzień, i jak wróciliśmy do domu, to zamiast słońca mieliśmy księżyc za oknem. I mróz. Było warto!



CIEKAWE MIEJSCA W SIECI, KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ PRZED WĘDRÓWKĄ

 

Dolina Racławki >>>

Dolinki Podkrakowskie – przewodnik >>

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o